wtorek, 3 maja 2016

White Lady i brak kurnika w Kórniku.

  Korzystając z pogody postanowiliśmy z Adrianem wybrać się w małą podróż. Towarzyszyli nam Teściowie i Dziadkowie,więc był to taki rodzinny wypad. Przyjemnie nieraz jest wyjść gdzieś z domu i spędzić czas w miłym gronie. (Tym bardziej, że mojego kochanego Adriana czasem trzeba wołami od komputera odciągać) Także przyjemne z pożytecznym.
   Celem naszej podróży był Zamek w Kórniku. Ostatni razem byłam w nim jako przedszkolak (de facto od tego momentu dużo więcej nie urosłam) więc fajnie było sobie nieco odświeżyć wspomnienia. W Zamku wyfroterowaliśmy podłogi za pomocą śmiesznych kapci,a Adrianowi udało się odnaleźć szafę do Narnii, kiedy ja przyprawiałam mu rogi.(Na szczęście tylko na zdjęciu:) Spotkaliśmy się z Białą Damą  (Nie jedną. Na zewnątrz była organizowana sesja ślubna) oraz zwiedziliśmy arboretum, w którym fotografowałam drzewa a Adrian się nabijał, że zgarną mnie za dendrofilię jeśli się nie uspokoję. Tak czy inaczej cieszę się, że ostatni dzień majówki spędziliśmy na powietrzu i po za domem. Baterie naładowane! Czas nastawiać się na jutrzejszą pobudkę do pracy o godzinie 4. (Tak czasem środa może być gorszą od poniedziałku Garfield!)























A Wy jak spędziliście majówkę? :)


piątek, 29 kwietnia 2016

Pink is the new black!

Z reguły nie czuję się dobrze w roli modelki. Lubię stać po drugiej stronie obiektywu.
Jedynym fotografem, którego zazwyczaj toleruję jestem ja sama...Nie dlatego, że nie doceniam umiejętności innych osób, ale po prostu czuję się głupio..ale od początku...
Codziennie gdy jadę do pracy o godzinie 5 rano... (mam myśli samobójcze... twarz zostawiam w domu...) to mijam różowy mostek/przejście nadziemne o cudownym różowym kolorze...(różowy paradoksalnie to mój znienawidzony kolor) i jakoś humor się poprawia bo to dość niecodzienny widok mimo wszystko. Ile razy sobie obiecuję.. "Mia przestań być leniwą krową i przyjdź tutaj zrobić zdjęcia" i tak po 5 minutach zapominam o tym widoku, aż do ponownego rannego spotkania. Dzisiaj postanowiłam w końcu się zmobilizować i ogarnąć dupę, której nie powstydziłaby się Kim Kardashian. Problem spotkał mnie już na samym początku. Nie mam statywu... a z moim domowym prowizorycznym statywo - krzesło-konstrukcją nie będę biegać publicznie. I wtedy mnie olśniło i zadzwoniłam do przyjaciółki ze studiów... cudownie się złożyło, że akurat planowała przyjazd do Poznania... :) Mimo lekkich obaw, że sobie nie poradzę... bo będę się śmiać.. wygłupiać...wyglądać jak narzeczona Frankensteina... to jestem baaaaaardzo zadowolona z efektów... no i... miło się było spotkać z Klaudią:)

A Wam jak podobają się efekty naszej współpracy?











Zdjęcia wykonała moja zdolna Klaudia Fertig <3

sobota, 23 kwietnia 2016

Wiosna musuje jak zozole!

Czyż czy nie jest tak, że Wiosna musuje jak zozole? Kiedy promienie słońca zaczynają ogrzewać nasze zmarznięte,poszarzałe po zimie twarze. Kobiety bezwstydnie odsłaniają swoje nagie kostki (och!) Kwiaty rozkwitają,ptaszki się buziają, natura budzi się do życia - ach! Czy nie jest przyjemnie? Choć jak na razie to nawet wiosna chodzi w polarze postanowiłyśmy z Asią stawić czoła dzisiejszej pogodzie i udać się na zdjęcia. Poniżej możecie obejrzeć efekty naszej pracy :)








sobota, 3 października 2015

Pastelove

Od zawsze lubiłam łączyć ze sobą kontrastujące kolory. Przeważnie na fotografiach, czasami również w stylizacjach. Zdecydowanie nie jestem fashion victim, stawiam raczej na wygodę, aniżeli na to by nosić na sobie przegląd najnowszych katalogów, dlatego w temacie mody jestem raczej laikiem. Na co dzień stawiam na praktyczne, luźne i dziwne... tak to dobre słowo.. ubrania. Lubię babcine dyrdony, czerń...pastele... czasem tez neony... w sumie mój codzienny ubiór w dużej mierze zależy od mojego nastroju.
Ostatnio spodobały mi się bluzkowe turkusowe pastele w połączeniu z czerwoną szminką i wygodnymi jasnymi dżinsami. Ekhem... i czasem gdy zamykam drzwi mieszkania na 4 spusty lubię zakładać nic...budować prowizoryczne statywy... (tak jestem fotografem nie posiadającym statywu <3 Jakoś czuję zawsze większą więź z aparatem jak trzymam go w dłoniach a nie na metalowych kijach) i tworzyć autoportrety. Jedynym fotografem przed którym się nie krępuję pozować... jestem ja sama.


Ps. Tak wiem... bez grzywki, z odsłoniętym czołem mogłabym zostać dublerką Golluma.. no cóż... :)









sobota, 27 czerwca 2015

Powitajmy Jinx!

Jinx trafiła do Naszego domu z miejscowości oddalonej od Poznania o ponad 150km. Wyprawa po naszą małą kotkę trwała cały dzień... ale jak stwierdziliśmy oboje.. było warto. To była miłość od pierwszego mruknięcia, a mała Jinx wprowadziła do naszego życia wiele radości. Oczywiście trzeba pamiętać, że zwierzątko czy to malutka myszka, króliczek, jaszczurka (...) kotek czy piesek, to żywe stworzenie.. że to inwestycja nie tylko pieniężna, ale także inwestycja siebie, swojego czasu w tą małą istotkę. Zwierzątka potrzebują dużo uwagi i miłości. Moja miłość przejawia się w robieniu zdjęć małej modelce. Mogłabym godzinami siedzieć z aparatem w dłoni i robić Jinx zdjęcia. Chyba dzięki temu zaczęłam rozumieć rodziców fotografujących każdą zmianę minki  swoich pociech.