Ładna pogoda dziś, nieprawdaż?
Lubię dźwięk deszczu uderzającego o parapet. Niezwykle mnie to odpręża. Ale nie o tym miałam dzisiaj pisać... Właśnie odcięłam się od rzeczywistości za pomocą muzyki. Ku dogłębniejszej inspiracji włączyłam soundtrack z Alicji.
Wyobrażaliście sobie kiedyś jak to jest wpaść do króliczej nory? Właśnie tak się czuję, wpadłam i to po uszy. Istnieje Królik nazwijmy go CZAS, który ciągnie mnie za rąbek sukienki i stuka paluszkiem w szkiełko kieszonkowego zegarka.
„Spóźnimy się Alicjo. Prędzej”
Haha cóż za absurdalna wizja, nieprawdaż?
A gdy w końcu wbiegnę za Nim, ubrudzę jasną sukienkę błotem, potłukę łokcie i własną godność podczas spadania.. uderzy mnie znienacka ciepły i przyjemny powiew wiatru. Rozwieje moje jasne włosy i połaskocze po pyrkowatym nosku. Gdy otworzę oczy, przez chwilę nie będę widziała absolutnie nic, po czym ogrom intensywnych barw dotrze do moich zielonych tęczówek i mocno rozszerzonych źrenic. Do uszu napłynie przyjemna melodia bliska memu sercu. Tak. To będzie Wonderland.
Ale przyjdzie w pewnym momencie taki dzień, w którym rzeczywistość zderzy się z prawdą. Przystojny kapelusznik o czekoladowych oczach ujmie mój łokieć i uśmiechnie się lekko. Zbliży wargi do mojego ucha i szepnie:
We’re not in Wonderland anymore Alice…
Czy to znaczy, że bajka w tym momencie będzie miała swoje zakończenie? Absolutnie nie. Prawdziwe życie, nie to za zamkniętymi maleńkimi drzwiczkami, również może być cudowne i malownicze. Każdy z Nas ma taki Wonderland jaki sobie zbuduję i to od Nas samych zależy czy wpadniemy w cierniste róże czerwonej królowej, wprost na przyjęcie u szalonego kapelusznika... czy może w objęcia śpiewających kwiatów i gadającej gąsienicy..?
Tak czy inaczej nie zapominajmy o jednym...
Tylko wariaci są coś warci...
Chyba nie trzeba wspominać, że jestem ogromną fanką Alicji? :)